Zakulisowa walka zachodnich korporacji o rolnictwo Ukrainy

Monsanto i Ukraina
September 2, 2014
Source: NEon24.pl

Kanadyjska dziennikarka Joyce Nelson odsłania kulisy związków ukraińskiego kryzysu z producentami GMO.
Kolejnym elementem ukraińskiej układanki są interesy firmy Monsanto. Pisze o tym kanadyjska dziennikarka Joyce Nelson powołując się na raport kalifornijskiego Oakland Institute, wg którego Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy żądały, by jako jednym z warunków 17 miliardowej pożyczki było otwarcie się Ukrainy na rolnictwo modyfikowane genetycznie. Sprawę określono jako: „Posunięcie Zachodu: Bank Światowy i MFW w konflikcie ukraińskim”.
Pod koniec 2013 r. ówczesny prezydent Wiktor Janukowicz nie zgodził się na umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, z czym związana była 17 miliardowa pożyczka z MFW. Zamiast tego wybrał rosyjski pakiet pomocowy w wysokości 15 mld $ wraz z upustem ceny gazu. To było powodem rozruchów i jego usunięcia z funkcji oraz późniejszego kryzysu.
Według Oakland Institute „ponieważ Ukraina niż zgadza się na stosowanie genetycznie modyfikowanych organizmów w rolnictwie, punkt 404 umowy z UE, dotyczący rolnictwa, zawiera klauzulę, która została niezauważona: obie strony będą współpracować na rzecz wykorzystania biotechnologii. Niewątpliwie zapis ten jest zgodny z oczekiwaniami agrobiznesu. Jak zauważył Michael Cox, czołowy przedstawiciel banku inwestycyjnego Piper Jaffray, 'Ukraina i w szerszym znaczeniu – Europa Wschodnia, należą do najbardziej obiecujących rynków dla gigantów produkujących maszyny rolnicze oraz producentów nasion Monsanto i DuPont’.“
Ukraińskie przepisy zabraniają stosowania upraw GMO. Kraj ten długo uznawany był za „spichlerz Europy” a jej czarnoziemy za idealne do uprawy zbóż; w 2012 r. ukraińscy rolnicy zebrali ponad 20 mln ton pszenicy.
W maju 2013 Monsanto poinformowało o planach inwestycji za 140 mln $ na niemodyfikowane pszeniczne ziarno siewne na Ukrainie. Ale już w listopadzie sześć największych organizacji rolniczych na Ukrainie przygotowało nowelizację ustawy „legalizującej ziarno GMO w zakresie wytwarzania, testowania, przewozu i używania”.
Prezes ukraińskiego stowarzyszenia pszenicznego Wołodymir Klymenko na konferencji prasowej 5 listopada przyznał się do podpisania z innymi organizacjami dwóch listów w których domaga się zmian prawa o biologicznym bezpieczeństwie i legalizacji GMO. Propozycja ta pokrywała się z warunkami umowy stowarzyszeniowej z UE i pożyczką BŚ i MFW.
Redaktor internetowego sustainablepulse.com – Henry Rowlands – zauważył zagrożenie dla eksportu ukraińskiego rolnictwa po dopuszczeniu GMO a także, że „inwestycje Monsanto na Ukrainie mogą w ciągu kilku lat wynieść 300 mln $” i pyta, czy „ukraińskie rolnictwo ma zdać się całkowicie na łaskę znajdującej się jedynie w USA spółki?”
Niedługo potem Monsanto Ukraina przedstawiła swój program „socjalnego rozwoju“ pn. „Ziarno przyszłości“. Proponuje w nim granty rolnikom aby „zaczęli rozumieć, że mogą swoją sytuację polepszyć sami, bez czekania na jałmużnę“. W rzeczywistością jałmużną jest oczekiwanie na łaskę od wielkiego amerykańskiego agrobiznesu, za pośrednictwem MFW i BŚ.
W marcu Morgan Williams – prezes International Business Times i generalny dyrektor Amerykańsko-Ukraińskiej Rady Przedsiębiorców określił ukraińskie rolnictwo „kopalnią złota” dodając jednak, że na przeszkodzie stoi wiele rzeczy, które trzeba zmienić. „Główna z nich dotyczyć będzie przejęcia władzy…”
W sierpniu 2011 r. portal WikiLeaks ujawnił noty amerykańskiej dyplomacji dowodzące, że ministerstwo spraw zagranicznych USA lobbowało na całym świecie za Monsanto i innymi biotechnologicznymi korporacjami. 14 maja 2013 zaprezentował własne sprawozdanie pt. „Ambasadorzy biotechnologii: Jak amerykańskie ministerstwo zagraniczne forsuje globalne agendy siewnego przemysłu” naciskając na rządy państw w celu zmian w miejscowym prawie aby sprzyjały bio-technologiom w jak najszerszym zakresie, z romocyjnymi kampaniami włącznie.
Wg consortiumnews.com (16 marca 2014) Morgan Williams jest w układach z wielkim agrobiznesem. Pomimo uczestnictwa w zarządzie amerykańsko-ukraińskiej organizacji, jest także dyrektorem w sekcji handlującej papierami wartościowymi firmy SigmaBleyzer, współpracującej z „różnymi agencjami rządu amerykańskiego, członkami kongresu, komisjami kongresu, ambasadą na Ukrainie, amerykańskimi międzynarodowymi instytucjami finansowymi, trustami mózgów i innymi organizacjami…”
16 osobowy komitet wykonawczy Amerykańsko-Ukraińskiej Rady Przedsiębiorców pełny jest przedstawicieli amerykańskich firm agrobiznesu, włącznie z Monsanto, John Deere, DuPont, Pioneer, Eli Lilly a Cargill. Wśród dwudziestu głównych doradców Rady są: James Greene (były przedstawiciel NATO na Ukrainie), Ariel Cohen (Heritage Foundation), Leonid Kozaczenko (prezes Ukraińskiej Konfederacji Rolnej) i były ambasador Ukrainy w USA – Oleg Szamszur. Ten ostatni obecnie jest głównym doradcą PBN Hill + Knowlton Strategies – grupy PR obra Hill + Knowlton Strategies (H+K). H+K jest córką londyńskiej WPP Group, właścicielki około tuzina PR firm, z Burson-Marsteller (wieloletniego doradcy Monsanto).
15 kwietnia br. Globe&Mail – dziennik z Toronto opublikował tekst konsultantki H+K Olgi Radczenko, w którym potępia rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i jego PR podkreślając, że „miniony miesiąc (tj. marzec 2014 – miesiąc po puczu) grupa kijowskich spin-doktorów utworzyła ukraiński medialny ośrodek kryzysowy, celem którego miała być poprawa wizerunku Ukrainy w świecie.
Internetowa strona PBN Hill + Knowlton Strategies podkreśla, że generalny dyrektor spółki Myron Wasylyk, jest „członkiem kierownictwa Amerykańsko-Ukraińskiej Rady Przedsiębiorców, a dyrektorka wykonawcza spółki – Oksana Monastyrska, „prowadzi prace dla Monsanto”. Monastyrska wcześniej pracowała dla międzynarodowej korporacji finansowej Banku Światowego.
Według Oakland Institute warunki umowy BŚ/MFW wobec Ukrainy prowadziły do „zwiększenia zagranicznych inwestycji, co zapewne doprowadziłoby do dalszego rozszerzenia nabytków gruntów rolnych przez zagraniczne spółki i korporacjonizmu rolnictwa w kraju”.
W międzyczasie rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew w kwietniu powiedział: „Nie jest naszym celem rozwijanie produkcji GMO lub je importować. Możemy wykarmić się normalnymi a nie genetycznie modyfikowanymi produktami. Jeżeli Amerykanie chcą takie jeść, niech sobie jedzą. My nie musimy tego robić; mamy dość miejsca i warunków, abyśmy produkowali organiczną żywność.”
Hill + Knowlton, z ich oszustwami, z „kuwejtskimi dziećmi w inkubatorach”, odegrała kluczową rolę w zdobyciu poparcia Amerykanów dla wojny w Zatoce i Iraku na początku lat 90.tych. Teraz spółka ta miesza się w wywołanie drugiej zimnej wojny lub czegoś jeszcze gorszego i to na rozkaz Monsanto – niedawno obwołanej „najbardziej diaboliczną” korporacją na Ziemi. Trzeba to mieć na uwadze, gdy równocześnie oficjalne media demonizują Putina.
Monsanto and Ukraine ukazał się 2.-24. sierpnia na Counterpunch.org.
View Full Article (https://www.oaklandinstitute.org/monsanto-i-ukraina)

Gigantyczne rozkradanie ziemi ornej na Ukrainie

Ponad 5 milionów hektarów ziemi zostało sprywatyzowanych na Ukrainie z naruszeniem prawa. Właścicielami zostały nawet niemowlęta. Powstały latyfundia klanowe liczące setki tysięcy hektarów.
Publikacja: 17.10.2020 12:46

Iwona Trusewicz

Ukraińskie ograny ścigania wszczęły ponad 300 postępowań karnych dotyczących bezprawnej darmowej prywatyzacji gruntów. Poinformował o tym Roman Leszczenko szef Państwowej Służby Geodezji, Kartografii i Katastru, podaje agencja Unian.
– Mogę powiedzieć to głośno na cały kraj i z całą odpowiedzialnością, że ponad 5 mln hektarów gruntów rolnych będących własnością państwa przeszło na własność prywatną poprzez mechanizmy tzw. bezpłatnej prywatyzacji (umożliwiała otrzymanie do 2 ha gruntów-red). Teraz wpisujemy wszystko do elektronicznego rejestru. W przyszłym roku pokażemy wszystkim – kto otrzymał rejestrację ziemi, gdy pełnił urząd; na którego z członków rodzin została zarejestrowana; mamy nawet 5-miesięczne dzieci, które były rejestrowane jako właściciele gruntów; mamy ich ojców chrzestnych, braci, siostry.
I co najważniejsze, pokażemy „sieci” założonych latyfundiów, będących własnością prywatną, które mierzone są w setkach tysięcy hektarów ziemi na terytorium Ukrainy … Mamy numer katastralny, właściciela i datę nabycia nieruchomości – po 2 hektary. I niech ci ludzie wyjaśnią, jak zarejestrowali jako grunty orne złoża ropy i gazu o powierzchni 2 hektarów w regionie Połtawy, ja zarejestrowali jako ziemię rolną unikalne złoża ilmenitu w regionie Żytomierza, unikalne złoża litu; złoża bursztynu od Wołynia i Równego po Żytomierz oraz szereg innych zasobów – powiedział Leszczenko.
Podał też inny przykład grabieży ziemi ornej mającej miejsce latami na Ukrainie. W regionie Winnicy od 2014 roku ponad 80 tysięcy hektarów ziemi trafiło w ręce prywatne. Za całym procederem stoi pięć powiązanych ze sobą rodzin.
Wszystkie te działania nie byłyby możliwe bez wsparcia skorumpowanych urzędników. „Kiedy u władzy byli ludzie z Doniecka, wspierali prywatyzację w obwodzie donieckim. Przybyli „silni gospodarze” z Winnicy – wyprowadzili ponad 80 tysięcy hektarów do prywatnej własności tylko po zakończeniu Majdanu „- powiedział szef służby geodezyjnej. Wbrew głoszonym przez wielu ukraińskich polityków zapewnieniom, że państwo ma 10,4 mln ha ziemi rolnej, według Państwowego Katastru, w rękach państwa pozostaje teraz zaledwie 750 tys. ha gruntów rolnych.

– Ta ziemia ma tytuł prawny – akt trwałego użytkowania. Mówimy o ziemi m.in. Akademii Nauk, MON, Służby Więziennej, ministerstwie oświaty, a także o byłych przedsiębiorstwach rolnych ministerstwa rolnictwa, które zostały przekazane do prywatyzacji do Funduszu Mienia Państwowego. W latach 2018-2019 pod własność  komunalną przekazano 1,7 mln ha gruntów państwowych – wyliczał Leszczenko.
Zapewnił, że Państwowy Geokadaster opublikuje dane o każdym właścicielu gruntów i złóż, a także o tym, ile zapłacił z tego podatków.
W końcu kwietnia 2020 roku prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał uchwaloną w marcu przez parlament ustawę, która wprowadza rynek ziemi rolnej na Ukrainie od lipca 2021 roku. Ustawa przewiduje stopniową reformę rolną: Tylko indywidualni obywatele Ukrainy będą mogli nabywać grunty rolne z limitem 100 hektarów. W drugim etapie – od 2024 r., koncentracja wzrośnie do 10 tys. ha, a osoby prawne będą mogły również nabywać grunty.
Reforma rolna jest jednym z warunków kontynuowania pomocy finansowej MFW dla Ukrainy. (https://www.rp.pl/rolnictwo/art470351-gigantyczne-rozkradanie-ziemi-ornej-na-ukrainie)

Ukraina liderem upraw GMO w Europie

Zdecydowana większość osób zapytana o to, w jakim kraju europejskim uprawia się najwięcej roślin GM, odpowiedziałaby, że… nie wie  albo że w żadnym państwie europejskim GMO się nie uprawia.
Niewielu odpowie – uważając, że to właściwa odpowiedź – że najwięcej GMO uprawia się w Hiszpanii. Ale to też nie byłaby prawda. Hiszpania jest „oficjalnym” liderem w areale upraw GMO w Europie (ok. 110 tys. ha w 2019 r.). Drugie „oficjalne” miejsce zajmuje Portugalia z ok. 5 tys. ha upraw kukurydzy GM. Rzeczywistym liderem jest jednak inny kraj – a ciekawostką jest fakt, że w państwie tym komercyjne uprawy GMO są zakazane i nielegalne.
Tym państwem jest nasz sąsiad – Ukraina. Oficjalnie roślin GM w tym kraju się nie uprawia. Ale – też oficjalnie – od lat wykrywana jest tam obecność GMO w testowanym materiale. Skala upraw roślin genetycznie modyfikowanych jest ogromna. Przyznają to same władze, organizacje rolnicze, eksperci oraz organizacje ekologistów.
Szacuje się, że 50-65 proc. uprawianej soi to odmiany genetycznie modyfikowane. Biorąc pod uwagę, że całkowity areał upraw tej rośliny to ok. 1,8 mln ha, łatwo obliczyć, że każdego roku zasiewa się ok. 1 mln ha GMO.
Dodatkowo szacuje się, że 10-12 proc. rzepaku oraz 1-3 proc. uprawianej kukurydzy to także rośliny genetycznie modyfikowane. Kolejne tysiące hektarów GMO. Gdyby te dane były „oficjalne”, to Ukraina byłaby w pierwszej dziesiątce liderów upraw roślin GM na świecie.
Nikomu jednak za bardzo nie zależy na tym, by statystyki te stały się „oficjalne”, a uprawy legalne. Władze przymykają oko, przez co „oficjalnie” soja uprawiana na Ukrainie jest nie-GMO, korzystają na tym producenci, bo mogą eksportować duże ilości do… państw Unii Europejskiej (które na uprawy soi GM nie pozwalają). Te z kolei też przymykają na to oko, bo potrzebują „soi nie-GMO”.
I pomyśleć, że naszym remedium na uniezależnienie się od importu soi GMO z USA lub Ameryki Południowej miało być zastąpienie go importem soi z Ukrainy… Wcale nie tak dawno – bo kilka lat temu – takie wizje snuł ówczesny poseł Ardanowski (a późniejszy minister rolnictwa).
(https://gmo.blog.polityka.pl/2020/12/07/ukraina-liderem-upraw-gmo-w-europie/#more-11167)

Ile gruntów rolnych w Ukrainie należy do agroholdingów? Wywiad z Mładanowiczem

Jak informowaliśmy jako pierwsi na farmer.pl, Rafał Mładanowicz – rolnik i znany działacz rolniczy, z początkiem czerwca został mianowany koordynatorem ds. logistyki przewozu zboża z ogarniętej wojną Ukrainy. Zadanie przed nim postawione jest bardzo trudne, bo i sytuacja jest bardzo skomplikowana, wpływająca bezpośrednio na naszych polskich rolników i ceny. Przedstawiamy pierwszy artykuł z cyklu, które będą się sukcesywnie pojawiać na farmer.pl.
Farmer: Ale przecież mimo iż od 4 czerwca obowiązują przepisy, na mocy których UE zgodziła się na roczną liberalizację taryfową w kontaktach handlowych z Ukrainą, to na przykład kukurydza nie była objęta cłami, a tego ziarna trafiło do nas najwięcej?
Rafał Mładanowicz: Tak, ale wiele podmiotów nie do końca wiedziało jakie są instrumenty tym rządzące, jak działa w czasie wojny tranzyt i handel międzynarodowy. W momencie, kiedy ta informacja została oficjalnie przekazana, automatycznie zwiększyło się zainteresowanie sprzedażą ziarna, zarówno przedsiębiorstw, jak i pośredników. Poza tym zmieniła się też perspektywa dotycząca możliwości wywozu ukraińskiego zboża poprzez porty, które były naturalnym i przecież głównym, środkiem ich eksportu i wywozu do krajów trzecich. Niestety w międzyczasie okazało się, że został zniszczony port morski w Mikołajewie – drugi po Odessie, co do obsługi ziarna zbóż, ale też i silosy, dlatego był też większy nacisk na transport surowców drogą lądową. Aby zrozumieć skalę i chęć transportu tego zboża z Ukrainy, warto poznać strukturę rolną tego kraju.
Rafał Mładanowicz: W tym tygodniu odbyłem wielogodzinne spotkania z przedstawicielami ukraińskich rolników. Nie agroholdingów, czyli koncernów międzynarodowych, działających w Ukrainie, bo to jest tutaj bardzo istotne. Spotkałem się m.in. z prof. Oleną Borodiną – kierownik Zakładu Ekonomii i Polityki Agrarnych Transformacji, Instytut Ekonomii i Prognozowania Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, członek korespondencyjny Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Z Viktorem Honcharenko, prezesem organizacji pozarządowej „Stowarzyszenie farmerów i właścicieli ziemskich”, ale też prezesem gospodarstwa farmerskiego „Julia”, z Viktorem Sheremeta, pierwszym wiceprezesem organizacji pozarządowej „Stowarzyszenie farmerów i właścicieli ziemskich”, prezes gospodarstwa farmerskiego „Herkules”. Przekazali oni naszej, polskiej stronie wiele ciekawych i kluczowych informacji, które chcemy udostępnić dalej, bo też i sami ukraińscy rolnicy, chcą aby zostało to zauważone i podkreślone.

Gdzie trafia ukraińskie zboże?

Jak podano nam podczas tych spotkań, w Ukrainie funkcjonują 93 agroholdingi, które według oficjalnych informacji z ichniejszego ministerstwa rolnictwa, posiadają ok. 32 proc. wszystkich gruntów rolnych Ukrainy. Ale według nieoficjalnych danych przekazanych przez prof. Borodinę jest to aż 47 proc. gruntów rolnych. Istnieje tam dużo nieścisłości dotyczących obrotu ziemią, bo np. olbrzymia część gruntów jest dzierżawiona bezumownie. Oficjalnie największe gospodarstwo w Ukrainie, według danych rządowych, liczy sobie ok. 600 tys. ha, a według nieoficjalnych ponad 800 tys. ha.
Przedstawiam też dane udostępnione nam przez stronę ukraińską, dotyczące struktury rolnej w Ukrainie. Ciekawostką jest to, jakie kraje są właścicielami tych ziem. Poza tym, mnie osobiście zaskoczyło też, że w Ukrainie w latach 2020-2021 nie było ministerstwa rolnictwa. Pytanie dlaczego? Jak się dowiedzieliśmy dalej, w ostatnim dziesięcioleciu agroholdingi wykorzystywały 85 proc. całego budżetu kraju przeznaczonego na rolnictwo. Czyli środki te nie trafiały do rolników, tylko do dużych firm. Przedstawiciele farmerów wprost mówili nam, że to co dzieje się na Ukrainie, to jest niszczenie gospodarstw rodzinnych, rolników indywidualnych. Oni teraz muszą ustalać ceny z wielkimi firmami, bo to one kontrolują kolej i eksport, ceny surowców. W sumie nie ma tam mowy o żadnej cenie, bo już się mówi o tym, że dostaną oni pięciokrotnie mniej niż ta kwota, którą agroholding otrzymują w Europie. Przemysł spożywczy na Ukrainie padł, oni nie są w stanie nic przetworzyć, bo nie mają infrastruktury. Już dzisiaj wiemy, że z tego tytułu będzie problem z rzepakiem, ale o tym powiem w kolejnej rozmowie.
Farmer: Dobrze, rozumiem, że sytuacja nie jest prosta. Ale my w Polsce powinniśmy dbać o naszych rolników, aby ich zabezpieczyć przed znaczną obniżką cen w wyniku nadpodaży surowców rolnych w sytuacji, kiedy mamy wysokie koszty – czyli drogie środki produkcji i najpewniej wysokie ceny na światowych giełdach.
Rafał Mładanowicz: Wiele działań, które prowadzę w tej kwestii, nie mogą być jeszcze oficjalnie udostępnione, ale zrobię to w odpowiednim momencie. Wiemy, że czas gra na naszą niekorzyść, ale jesteśmy w strukturach Unii Europejskiej i musimy w niej działać, a decyzje nie są podejmowana z dnia na dzień.
Farmer: Ale zalewają nas informacje odnośnie sprzedaży ziarna ukraińskiego. Czy to ziarno należy wyłącznie do agroholdingów?
Rafał Mładanowicz: Pewnie są to również przedstawiciele indywidualnych rolników. Dzisiaj każdy ma dostęp do Internetu, ale raczej są one marginalne. Rolnicy na Ukrainie, jako osoby fizyczne, nie mają dostępu do kolei. Nie mogą przeładować zboża. To jest bardzo teraz utrudnione. A statystyki dotyczące transportu samochodowego są niższe niż te kolejowego.

Farmer: Dlaczego zatem to nie jest tranzyt, tylko realny import?
Rafał Mładanowicz: Wiąże się to ze zbyt dużymi kosztami transportu. Firmy wolą ten towar sukcesywnie przesuwać ze wschodu, na zachód Europy lub do portów, bo to kosztuje.
Farmer: Czy nie możemy tego jako Polska zablokować. Przecież mimo iż UE wprowadziła roczną liberalizację taryfową w kontaktach handlowych z Ukrainą to jest tam też zapisane, że w przypadku gdy produkt pochodzący z Ukrainy jest przywożony na warunkach, które powodują poważne trudności lub stwarzają zagrożenie wystąpienia poważnych trudności dla unijnych producentów produktów podobnych lub bezpośrednio konkurencyjnych, na taki produkt w dowolnym momencie mogą zostać ponownie nałożone cła?
Rafał Mładanowicz: Owszem, ale trzeba to udowodnić i te dane prof. Borodiny są jednym z takich dowodów. Zresztą na początku tego tygodnia odbyła się wizyta europarlamentarzystów na naszych granicach z Ukrainą, którzy zauważyli, że jest problem z nazywaniem transportu z Ukrainy jako tranzyt. Mam nadzieję, że to coś zmieni w podejściu. My się o to staramy.
Muszę przyznać, że to był mój pierwszy pomysł, gdy tylko objąłem to stanowisko. Bo z mojej logicznym był fakt, aby towar, który wjeżdża do Unii dostał pieczątkę, plombę i trafiał w miejsce docelowego rozładunku, znikając tym samym rejestru tranzytowego. Okazało się, że niestety przepisy są bardziej skomplikowane.
Farmer: Dziękuję za rozmowę i czekam na kolejną w przyszłym tygodniu.
(https://www.farmer.pl/produkcja-roslinna/zboza/ile-gruntow-rolnych-w-ukrainie-nalezy-do-agroholdingow-wywiad-z-mladanowiczem,120561.html)
(Artykuły wybrała: Jadwiga Łopata)