O cykliczności. Męskim okiem

Przez większość dorosłego życia byłem uczony skuteczności. Dowożenia.

Wstawania, działania, ogarniania – bez względu na zmęczenie, chaos czy emocje. Mężczyzna ma być zawsze gotowy: sprawny, dostępny, funkcjonalny. Jak mechanizm.

Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy być narzędziem przez całe życie, zapominając, że w przeciwieństwie do maszyn działamy w cyklach.

Długo nie rozumiałem, czym ta cykliczność naprawdę jest.

Dopiero życie bliżej natury uświadomiło mi jej oczywistość: ziemia nie rodzi bez przerwy, ciało ma swoje przypływy i odpływy, a wszystko przechodzi przez fazy wzrostu, obfitości, obumierania i regeneracji. Nie da się być wiosną przez cały rok.

Uczę się tego od mądrych kobiet – uważności na ciało, na moment działania i odpoczynku, na karmienie i bycie karmionym.

My, mężczyźni, byliśmy trenowani raczej w ignorowaniu sygnałów i dźwiganiu ciężarów do granic wytrzymałości. A niewyrażone emocje często zagłuszamy pracą, alkoholem lub innymi używkami.

Cykliczność uczy pokory. Nie każdy czas sprzyja wzrostowi  i nie każdy rok jest urodzajny. Zasoby są skończone, a „wystarczy” czasem naprawdę znaczy: wystarczy.

Pracując z ciałem widzę, jak głęboko to w nas zapisane. Ciało nie działa liniowo. Pamięta nadmiar i niedobór, potrzebę bliskości i potrzebę przestrzeni.

Być może tego dziś uczymy się jako mężczyźni: że nie zawsze trzeba dowodzić. Czasem trzeba odpuścić, żeby w kolejnym cyklu było do czego wrócić.

(Autor: Jakub Fabirkiewicz)

Cały artykuł: https://doprawdy.info/2025/12/o-cyklicznosci-meskim-okiem-2/

Zdjęcie: Tatry (fot. J. Nowak)

Zapraszamy do współpracy z Do Prawdy! Kontakt: kontakt@doprawdy.info