Dzień walki z depresją

Kto to w ogóle wymyślił? Czy ktoś z Was widział kogokolwiek „walczącego” z depresją? Przychodzi mi do głowy dużo osób, które z czymś walczą, ale nie przypominam sobie nikogo, kto by „walczył” z depresją. Widziałem wielu mężczyzn i wiele kobiet, którzy bledli na samą myśl, że muszą podjąć jakieś działanie – wstanie z łóżka wydawało się wyzwaniem na miarę wejścia na Czomolungmę. Widziałem ludzi, których poczucie własnej wartości było na poziomie Rowu Mariańskiego. Zwinięci w kulkę, zgarbieni, z zapadniętą klatką piersiową, nie byli w stanie wziąć głębokiego oddechu. Choć często udawali, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Świat, który ich otaczał nie miał w sobie światła, a wszystko dookoła przypominało czarną czeluść. To, co wcześniej wydawało się prostym zadaniem, drobiazgiem – budziło przerażenie. Towarzyszyło im niezrozumienie ze strony otoczenia („weź się w garść”), a co gorsza, sami kompletnie nie rozumieli, co się z nimi dzieje. A ta choroba jest tak niebezpieczna i przewrotna, bo zasysa do czarnej dziury wszelką chęć działania. A przecież, żeby z niej wyjść, „trzeba coś zrobić”. Wiem, bo tam byłem. Myślałem tylko o tym, co zrobić, żeby przestać cierpieć. Pewnie nietrudno się domyślić, co wtedy jako pierwsze przychodzi do głowy.

Ktoś, kto wymyślił tę nazwę, nie miał pojęcia o depresji. Ani o tym, jak z niej wychodzić. 

Depresja to nie jest katar. Czy z katarem można walczyć? Wyobrażam sobie, że można. Może jest Dzień Walki z Katarem? Depresja to najpoważniejszy znak, że dłużej już tak nie pociągniesz. Że naprawdę nie możesz już tak dalej. To wołanie Twojego ciała, duszy i umysłu, że czas na zmianę. Że jesteś w sytuacji, która przekracza Twoje możliwości na każdym polu. 

Może lepsza byłaby inna nazwa? Może Dzień Wychodzenia z Depresji albo Dzień Wsparcia Osób w Depresji? A może Dzień Uznania, że Depresja to Szansa na Poprawę Jakości Życia?

Ale zaraz, przecież musimy „walczyć”! Na barykady „walki z depresją”!

A może zamiast tego lepiej zaprosić osobę w depresji na wspólny spacer? Albo razem wziąć kilka głębokich oddechów? Albo przytulić ją i poleżeć obok, nic nie mówiąc. Dając wsparcie i obecność, powiedzieć: „Jestem tu z Tobą”. Można też powiedzieć: „Próbuję sobie wyobrazić, jak Ci ciężko, ale to trudne. To, co mogę dla Ciebie zrobić, to znaleźć specjalistyczną pomoc i dać Ci wsparcie, jeśli zdecydujesz się z niej skorzystać”.

Ale nawet podjęcie leczenia nie daje żadnej gwarancji. Czy często słyszycie, że aby wyjść z depresji, nie wystarczą tabletki? Że jeśli będą dobrze dobrane, to jest duża szansa, że przyniosą ulgę, ale poza nią potrzebna jest mozolna, długotrwała i trudna praca nad zobaczeniem przyczyn. A jeszcze dłuższa i trudniejsza, żeby dokonać życiowej zmiany.

Siedem lat temu „walczyłem” z depresją, a raczej byłem przez nią trawiony. Niewiele wcześniej zawiązałem sobie linę na szyi i naprawdę czułem wtedy ulgę. 

Na moje szczęście byli wokół mnie bliscy, na których mogłem liczyć. Moja żona Ada, która dała mi ogrom wsparcia, ale w którymś momencie powiedziała: „Już dłużej Cię nie udźwignę”. Moja mama, która robiła, co w jej mocy, żeby mi pomóc. Moje dzieci, które dawały mi miłość i wsparcie na miarę nastolatków. Nieocenioną towarzyszką i terapeutką była nasza malutka Lara. Miałem też pluszową owieczkę, w którą się wtulałem. Serio. Szczególnie wdzięczny jestem Piotrowi Bednarczykowi – terapeucie, który nauczył mnie na nowo oddychać pełną piersią. 

Dziękuję Wam.

                                                                                                                             (Autor: Jakub Fabirkiewicz)

Zapraszamy do współpracy z Do Prawdy! Kontakt: kontakt@doprawdy.info