„Polinglisz” w natarciu

Wstęp:

Podczas gdy małe liczebnie narody jak Walijczycy czy Irlandczycy dumnie i z konsekwencją pielęgnują swój prastary język i zawalczyli, by stał się równoprawnym obok angielskiego językiem urzędowym na terenie ich rdzennych państw, podczas gdy Berberowie- rdzenny lud północnej Afryki- po wielu dekadach walki o utrzymanie swojej tożsamości wreszcie doczekali się tego samego- ich język z unikalnym alfabetem, stał się trzecim językiem urzędowym obok arabskiego i francuskiego (a walka to była okupiona wieloma ofiarami, bo aktywiści byli prześladowani, zamykani w więzieniach, a nawet eliminowani), to Polacy, bez wyraźnego powodu, z własnej woli, szybko i skutecznie pozbywają się swojego języka zastępując go „polengliszem”. To już nie jest nowomowa jak w poprzednim systemie. To także nie są niewinne z pozoru oksymorony typu „strasznie się cieszę, strasznie mi się podoba”, albo”zajebiście”/ „zajebiste”, (że niby to tak dobrze). To cała masa spolszczonych słów pochodzących z angielskiego, bezrefleksyjnie i automatycznie wklejana do Polszczyzny, wypierająca nasze rodzime słowa jak GMO na polach wypiera rodzime gatunki roślin.

Jak to się stało, że młodzi Polacy tak łatwo i ochoczo, spontanicznie i bez przymusu wyzbywają się swojego ojczystego języka?

Gdy Polska była pod zaborami przodkowie ryzykując życie, organizowali potajemne lekcje by ten język zachować dla potomnych, by zachować ciągłość tożsamości narodowej. Mamy co prawda sporo zapożyczeń z obcych języków, trochę rusycyzmów, sporo z łaciny, franczuzczyzny odrobinę, jednak ta nawałnica anglicyzmów, z jaką mamy do czynienia w ostatniej dekadzie jest porażająca

Zbliżają się urodziny mojej wnuczki. Co by tu wybrać na prezent, żeby uzyskać efekt łał? Może nowy smartfon dla młodzianki? Dobrze, żeby miał od razu wgranego czata dżipiti, bo młoda lubi zadawać pytania, na które my- silwersi, nie znamy odpowiedzi. No ale słyszałam, że najnowsze risercze wykazały, iż nadużywanie ej-aja prowadzi do deskilingu, a przeciż nie należy deskilować kogoś, kto jest jeszcze na początku procesu edukacji. A poza tym to ona i tak już za dużo czatuje, skroluje i ogląda te szorty jeden za drugim, linkuje, a tam przecież mnóstwo fejków. No a te się najlepiej klikają. Kiedyś cieszyła się, ze jej posty były szerowane. A podobno na tych soszal mediach to hejtują i łatwo zostać zdefamowanym, nie mówić o tym ile tam fejkniusów zamieszczają. No i targetują młodych ludzi, w celu jakiegoś grumingu. To chyba zrezygnuję z kupna smartfona, bo ona i tak ma już za dużo dystraktorów, co ma na nią zły impakt i trigeruje konflikty w szkole i w domu. Już nawet fitnesu nie uprawia.

No to może dronka sprezentujmy, jakiegoś kjutowego najlepiej. Tak, dron to fajna zabawka, ale „jak się kupi drona, to trzeba mu zrobić czekin”, jak stwierdziła pani ministra, a ja nie wiem czy ten czekin to będzie łatwy do zrobienia. No i używać go potem umiejętnie, aby nie „doprowadzić do zdarzenia mającego postać wybuchu”. Eeee, na drona to chyba jeszcze za wcześnie. Sfokusujmy się na tych rodzajach diwajsów, które przyniosą naszej solenizantce benefity.

Jak jest się dziadkiem albo babcią takiego młodziaka/ młodziaczki, to naprawdę trudno wybrać coś, co by się maczowało z ich upodobaniami. Co my silwersi wiemy o współczesnych technologiach? My już nie czynimy takich progresów, żeby nadążać za nowinkami w tej dziedzinie. Kiedyś wystarczyło kupić płytę sławnej songrajterki i już była radość z prezentu, ale dzisiaj… podobno wszystko się strimuje z internetu i płyt już nie ma. Gdyby była dorosła, to by wycieczkę można jej było wykupić, zagraniczną najlepiej. Tyle, że znów nie wiadomo jaka destynacja by jej odpowiadała. Nie wiadomo jak się upozycjonować w tej sytuacji, żeby nie mieć złych influencji na dziecko. Trzeba się chyba skomunikować z jej rodzicami- oni lepiej znają realia, może coś podpowiedzą, żeby niechcący nie kupić czegoś nieokej . Jak coś doradzą to się zaaplikuje. Albo wybiorę z nimi na szoping i zakupimy coś razem bo oni potrafią dobrze dilować i często dostają coś za fri.

Gdybym przeczytała ten tekst jakiejś osobie senioralnej, to pewnie zrozumiałaby tyle co ja w pierwszej klasie liceum, gdy czytałam po raz pierwszy Bogurodzicę..

Jak to się stało, że młodzi Polacy tak łatwo i ochoczo, spontanicznie i bez przymusu wyzbywają się swojego ojczystego języka? Gdy Polska była pod zaborami przodkowie ryzykując życie, organizowali potajemne lekcje by ten język zachować dla potomnych, by zachować ciągłość tożsamości narodowej. Mamy co prawda sporo zapożyczeń z obcych języków, trochę rusycyzmów, sporo z łaciny, franczuzczyzny odrobinę, jednak ta nawałnica anglicyzmów, z jaką mamy do czynienia w ostatniej dekadzie jest porażająca

Pamiętam z dzieciństwa anegdoty na temat komunistycznej nowomowy- np. słowo „śliniaczek” miało być zastąpione przez „podgardle dziecięce” a słowo „krawat”- na „zwis męski elegancki”. Ale to chyba były tylko dowcipy. Generalnie jednak w poprzednim systemie politycznym był większy szacunek dla języka polskiego niż obecnie. Agnieszka Osiecka raczej nie nazwałaby siebie „songrajterką”.

Szanujmy nasz wyjątkowy, unikalny język ojczysty, jako nasze cenne dzidzictwo.,w przeciwnym razie pozostaniemy dla świata tylko habem donacyjnym dla Ukrainy.

Z pozdrowieniami

Wasz Szpieg z Krainy Deszczowców

Inspiracje do tego tekstu zaczerpnięto z:

– podsłuchane na ulicy (wyrazy zaznaczone na niebiesko)

– usłyszane z rozmów i wywiadów przeprowadzanych na różnych kanałach na youtube (wyróżnione kursywą),

– zasłyszane w polskim radio publicznym (Trójce) podczas słuchania wiadomości, wypowiedzi osób odpowiedzialnych za zarządzanie państwem (podkreślone zdania i wyrażenia)